niedziela, 21 lutego 2016

"Miłość" do gołębi





Od dłuższego czasu przyglądam się tym PIĘKNYM istotom.
  Zawsze się zastanawiałam „co myśli sobie taki gołąb” a odpowiedź chyba była dosyć prosta…
  nie myśli…
Jak byłam mała chodziłam do parku, który był naprzeciwko kamienicy w której mieszkałam
( w sumie to widziałam go z okna mojego pokoju )
Największą frajdę sprawiało mi chodzenie tam i karmienie gołębi i przy okazji kaczek
 ( tak, teraz wiem, że nie powinno się dokarmiać ptaków w taki sposób, ale byłam mała i głupia )
Każdy „bliższy” kontakt z Panem Gołębiem sprawiał mi wiele radości
 i za każdym razem się ekscytowałam na samą myśl, że uda mi się go dotknąć (dziwne co… ) 
Ach… pamiętam jak sypałam im kaszę w kształcie serduszka i podziwiałam jak chmara ptaków układa się w taki wzór.
 Albo jak pierwszy raz ten koleżka usiadł mi na dłoni i dziabał ziarenka. 
Aż do chwili… gdy ktoś z rodziny mnie uświadomił jakie to „obsrańce”
i jakie choroby przenoszą od pluskw przez  jakieś zapalenia po ŚMIERĆ…. 
Takie info dla 5,6,7-latki to dramat. 
JAK ?! Moje kochane gołębie mogłyby mi zrobić krzywdę ?! no jak ?! 


Długo mi zajęło ogarnęcie masy tych faktów.  Wielokrotnie nasz balkon był obsrany przez nie,
ale mnie to jakoś nie obchodziło ( w końcu to nie ja musiałam potem to sprzątać :D ) 
W naszej całej kamienicy nie było parapetu, który nie byłby „zaznaczony” odchodami przez tych lotników. 
No co zrobić…  A ja dalej chodziłam je dokarmiać, bawić się z nimi. <- To były czasy kiedy myślałam, że wróbel to mały gołąb :D
 Ach ta dziecięca logika.

Było wiele takich akcji z  gołębiami. Jak to założyły gniazdo na naszym balkonie,
ale babcia je zlikwidowała i nie było co zrobić z jajkami.
Więc ja z siostrą postanowiłyśmy, że wychowamy te gołębie jaja :D
 Znalazłyśmy ładny kartonik, wsadziłyśmy tam prowizoryczne łóżko dla nowo wyklutego pisklaka i jajko pod żarówkę,
aby było mu ciepło… niestety finał był oczywisty.
My z niecierpliwością wyczekiwałyśmy na nową istotkę, ale gdzieś tak po tygodniu
 ( nie wiem, jak byłam mała to miałam zakrzywioną czasoprzestrzeń.
Wtedy dzień mógł być tygodniem a miesiąc godziną)
  W każdym razie… jajka zgniły i zaczęły śmierdzieć… jak to zgnite jajka. 
No tak bywa. 
Gdy  przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania w tej okolicy już nie było tylu „fajnych” gołębi
 a ja po prostu dorosłam i nie chciałam narażać się na te „niebezpieczne choroby”. 
Pewnego roku (2012? )wyjechaliśmy wszyscy na wakacje na 2tygodnie.
Po powrocie czekała nas miła/ niemiła niespodzianka.
Na balkonie w doniczce gałęzie… a następnego dnia Pani Gołąb. 
Oczywista oczywistość.
 Nie mieliśmy serca ich wyrzucać zwłaszcza, że to nie były te „zwykłe” gołębie tylko piękne Grzywacze !
To był pierwszy raz kiedy widziałam tak blisko takiego gołębia.




Po kilku dniach ujrzeliśmy dwa jajka. Ta radość, że na naszych oczach rodzi się nowe życie. 
( Tak w tym momencie już wiedziałam , że wróble to nie są małe gołębie :D ) 
Całą rodziną bacznie obserwowaliśmy poczynania pary Grzywaczy.
 Codziennie około 18 parka się wymieniała. Od rana jajka wysiadywała Mama Gołąb
a od tej 18-19 Tata Gołąb.
I tak dzień w dzień punktualnie. 
Co do podziału Mama/ Tata to tylko domysły z podręcznika ;) 
Jak to latem bywa są takie dni, że potrafi padać cały dzień.
Nasze gołębie nawet wtedy dzielnie wytrzymywały deszcze, burze i zamiecie.
 To było naprawdę coś niesamowitego-nawet nasza obecność go nie płoszyła.
 ( choć myślę, że nie miał po prostu innego wyjścia- albo miał to gdzieś ) 
W końcu nadszedł ten piękny dzień i z jajka wykluło się pierwsze pisklę…
JAKIE ONO BYŁO BRZYDKIE !

Ogólnie wychodziłam z założenia, że wszystkie małe istotki w szczególności „dzieci” są urocze.
  Małe pieski, kotki, gady, płazy jak by nie wymieniać można powiedzieć, że są słodkie.
 A tu nagle taki mały gołąb… który wygląda jak… no nie wiem on po prostu nie wygląda.
Nie proporcjonalny , łysy z jakimś żółtawym meszkiem , krzywo dzioby niedorozwinięty nuggets z KFC.
 W skrócie ble i ochyda.
  Chyba po dwóch dniach wykluł się drugi współlokator już trochę mniejszy i miej silny.
Ten pierwszy miał taki Power, że jak się rozpychał to o mały włos a wypchnął by swojego brata z gniazda.





Najlepsze akcje to były podczas karmienia.
Ten pisk, krzyk maluchów by dostać wyrzyganego robaka od kochanej Mamy Gołąb- bezcenne. 
Były momenty, że pisklaki zostawały same, bo rodzice gdzieś odlatywali.
 W tym momencie korzystałam z okazji by przyjrzeć się tym pokrakom z bliska. 
Gołąbek numer 1 był tak agresywny, że gdyby mógł to by zadziobał mój palec na śmierć
a gołąbek numer 2 wyjebane na wszystko co się dzieje
(czułam, że był lekko oszołomiony i zdezorientowany- nie wiem dziwny opis jak do pisklaka… po prostu czułam od niego głupotę xD )

Po kilku tygodniach Gołąbki zrobiły Geronimo i opuściły gniazdo wraz z rodzicami.
Zostawiając nam na pamiątkę ogólne spustoszenie na balkonie i w doniczkach oraz standardowo tony KUPY.
I jak tu nie kochać gołębi…

Jak bym miała wrócić do pytania „ Jak myślą gołębie ? „ to myślę, że najlepszym tego odzwierciedleniem są ptaki z filmu animowanego Piorun.
 Podpisuję się pod tym tokiem myślenia. 

A ogólnie podsumuję to Gołębim mottem „ miej wyjebane a będzie Ci dane a w gratisie obsraj co możesz „


sobota, 13 lutego 2016

piątek, 12 lutego 2016

Piątek



Oprócz postanowienia, że będę wcześnie wstawać chciałam zacząć jeść bardziej "zdrowo".
Ograniczyłam słodycze i ogólnie fast foody.
I udało mi się ! Tak przez ponad miesiąc nic takiego nie jadłam.
Nadszedł tłusty czwartek i przypomniało mi się jakie słodkie jest dobre.
Raz na jakiś czas zjadłam kawałek czekolady...dwa... ewentualnie od razu całą linijkę... 
A jak już weszłam w trans słodyczy to i nawet całą tabliczkę... 
No bywa 
Przez ten miesiąc polubiłam bardzo sałatę. Na prawdę ta "gotowa sałata" w paczkach jest pyszna ! 
Jem ją na śniadanie obiad i kolację ! Pasuje do wszystkiego a i sama w sobie jest dobra. 


Tak pod warstwą tej sałaty jest BUŁKA 

Chwilę później...

Jem żelki, ach ta moja logika...


poniedziałek, 8 lutego 2016

Jak tam motywacja ?




Chyba już trochę lepiej z moim "ogarnianiem" rzeczywistości.
Choć mój plan z wczesnym wstawaniem nie wypalił :(  Ale może "jutro się uda " 


Dwa lata temu zrobiłam sobie skarbonkę... do dziś nawet nie jest w połowie pełna. 
(optymistycznie) 

Wrzucam do niej dosłownie wszystko... monety, stare bilety, guziki...
Więc z mojej skarbonki zrobiło się coś w stylu "słoika wspomnień", który ostatnio jest bardzo modny.
Jestem ciekawa kiedy moja świnka się zapełni i przyjdzie ten okropny moment, gdy będę musiała ją...zabić... Tę skarbonkę



Tak to Świnka Skarbonka zrobiona z papieru ( z tego co wiem to większość zapewne robiła coś podobnego w podstawówce )
To jest świetna zabawa ! P O L E C A M !
Nie malowałam jej oczu ani żadnych innych "dodatków", bo wiem, że kiedyś będę musiała  ją rąbnąć :D
A nie chciałabym aby patrzyła na mnie słodkimi oczkami podczas tej okrutnej czynności.
Dlatego pozbawiłam ją wszelkich słodkich elementów, choć i tak uważam, że jest urocza.


Chcesz stworzyć taką skarbonkę ? A może już taką masz ?

sobota, 6 lutego 2016

Nie umiem planować czasu


Czasami mam za dużo czasu i zamiast go PRODUKTYWNIE wykorzystać
siedzę bezczynnie gapiąc się w sufit.... a jeszcze częściej na ścianę... 
Ścianę Fejsbuka, który jest małym cwaniaczkiem złodziejem czasu. 

A więc pytasz " Co zrobić żeby coś zrobić "
Ano właśnie... miałam kupić kalendarz już przed rozpoczęciem nowego roku. 
Niestety większość dostępnych w sklepach nie spełniała moich oczekiwań. 
Albo to za duży albo za mały albo nie tak ustawione dni. 
A jak już mi się jakiś spodobał to cena była kosmiczna. 
Oczywiście wpadł mi do głowy pomysł DIY Kalendarza, ale moje lenistwo wygrało 

ach i w końcu tego NIE zrobiłam . 

Póki chodziłam do szkoły wystarczył mi malutki kalendarzyk,
 by zapisywać sprawdziany i kartkówki.
A każdy mój dnień i tak był zaplanowany " planem lekcji" 
haha więc co tu więcej mogłam zaplanować, jak całe moje "tamtejsze życie" wypełniała szkoła

Teraz mój dzień wygląda nieco inaczej.
Dlatego potrzebuję innej motywacji. 

I zamiast kalendarza bardziej przydałby mi się zwykły notes do pisania konkretnych rzeczy na wybrane dni...
I tu z pomocą przychodzi Internet i milion pomysłów jak to zrobić. 

Wzięłam jakiś zeszyt ( co z tego, ze nie miał połowy kartek) 



Znalazłam gotowe do druku 'plannery' i dodałam coś tam od siebie 




Oczywiście również motywacyjne challenge na płaski brzuch i super pośladki :D 



Tabelki do nowych słówek z angielskiego 


Ale jak to bywa, trzeba mieć w ogóle motywację, by taki zeszyt otworzyć i w nim cokolwiek planować...
I tu trzeba wykazać się odrobiną kreatywności by stworzyć zachęcającą okładkę
 mówiącą " pisz coś we mnie "



Trzymam kciuki sama za siebie, że uda mi się wytrwać pół roku aby faktycznie wypełnić ten notes.

czwartek, 4 lutego 2016

PĄCZEK


TAK 

Tłusty czwartek to jedno z moich ulubionych świąt :D 
Ach... w końcu najem się pączusiów bez wyrzutów sumienia, że będę tłusta...
A przecież ja tylko solidaryzuję się z czwartkiem... Aby on się nie czuł samotnie <3
 * Biedny tłuściutki czwartek *
Dziś Fejsbuk powiedział mi, że jest Dzień Przyjaciela...
No ależ oczywiście, pączek jest moim przyjacielem - oczywiste

Jednakże w tym roku moja Mame postanowiła nie kupować " kupnych pączków"
tylko takie ręcznie robione... w domu przez jakąś kobitę.
Może urodą nie grzeszą, ale smakują o wiele mniej tłusto i sztucznie od tych co to je na kilogramy w marketach sprzedaJO. 




A tak po za tymi pączusiami
To polecam świeczkę, która jest za duża do świecznika...
Ale ważne, że się jara :D

Pozdrowienia dla wszystkich Pączusiowych Przyjaciół tych znanych i nieznanych
Chciałam coś jeszcze napisać, ale już nie pamiętam co... 
OK 
nieważne 


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Co robię gdy mi się nudzi.

 Pierwszą rzeczą, którą robię gdy czuję nudę to rysowanie.
Ale wiadomo, że nie zawsze mam wenę i chęci... 
Ostatnio jednak szczególnie poczułam chęć rysowania. 
Dlatego od razy gdy miałam wolne- brałam kartkę i długopis by narysować COKOLWIEK 


Ostatnio dowiedziałam się o ciekawej stronie na której można kupić różne przysmaki z całego świata.
Tak mnie urzekła ta strona i wybór słodyczy, że postanowiłam zrobić małe zakupy. 
Oczywiście jak na Poznaniankę przystało kupiłam PYRKĘ. 
A dokładniej Kit Kata o smaku pieczonej pyrki (dla nie wtajemniczonych ziemniaka) ;) 
To ta różowo-żółta saszetka 
Najbardziej nie mogłam się doczekać napoju o smaku kokosowym (pierwsza saszetka), 
ponieważ uwielbiam ten smak <3 
BlueRazz to strzelające cukiereczki i klasycznie fasolki wszystkich smaków. 
Zamówienie przyszło bardzo szybko, do tego dostaje się również ulotkę na której jest specjalny kod, który daje nam 10% lub 5% zniżki na kolejne zakupy. 
Niestety nie podam nazwy sklepu, by nie robić reklamy ( bo nikt mi za to nie zapłacił :D )
Ale co bardziej spostrzegawczym osobą wystarczy zdjęcie, albo nawet już znają ten sklep.
A jak nie to na 100% Wujek Google pomoże ;) 


Łał no niesamowite jak się rozpisałam o kilku słodyczach.
Polecam mojego Instagrama tam wszystko jest na bieżąco :)
IG: POZNAN_ANIA